Życie to brak nienawiści. Pamięci Pawła Adamowicza

Monika Pacyfka Tichy

Cios, który trafił w serce prezydenta Adamowicza, był tak naprawdę wymierzony w nas wszystkich. We wszystkich ludzi wolnych, wierzących w równość, w człowieczeństwo każdej jednostki, w to że miłość jest prawem każdego człowieka. 

Stoimy na placu Solidarności, pod Aniołem Wolności. Migoczą płomyki zniczy ustawionych w serce. Lodowaty wiatr szarpie naszymi tęczowymi flagami. Tymi samymi, które trzymaliśmy w maju tamtego roku, w Gdańsku, na Marszu Równości, gdy prezydent Paweł Adamowicz wypowiadał te piękne słowa: “…ten jest zboczony, który sieje nienawiść, ten jest zepsuty, który odnosi się do drugiego z wrogością, trzyma rękę wyciągniętą w nienawiści, chce rzucić kamieniem, chce potraktować go pałką, ten który mówi złe słowa, złą energię wysyła do drugiego człowieka, ten jest, przepraszam, zboczony. My jesteśmy najnormalniejsi na świecie.”

A teraz nienawiść dosięgła właśnie jego. W najbardziej, zdawałoby się, niemożliwym czasie i miejscu. W chwili kulminacji finału wspieranej przez niego od 20 lat Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, którą Polacy pokazują światu, jak można czynić dobro, praktykować miłość, być razem ponad (prawie wszystkimi) podziałami. Stało się to w Gdańsku, w mieście, w którym Polacy kiedyś pokazali światu, że można obalać reżimy bez rozlewu krwi: to tu rozpoczęła się bezkrwawa rewolucja Solidarności, która była początkiem upadku komunistycznego totalitaryzmu w Europie. 

-…tę nienawiść, która zabiła Pawła, wzbudzano i podsycano, dyskwalifikując go moralnie, przypisując mu niskie intencje i nieuczciwość. – mówi w pożegnalnej mowie Aleksander Hall, przyjaciel Prezydenta. – Tak go przedstawiały tzw. media publiczne. Apeluję – głos opozycjonisty z czasów PRL wibruje echem między filarami gdańskiej bazyliki – do rządzących, by zerwali z tymi praktykami. Wyciągnijmy wnioski z tej okrutnej lekcji.

Naprzeciwko w ławach kościelnych siedzą przedstawiciele rządu. Rządu, do którego należy były prezes Wszechpolaków – tych samych, którzy rok wcześniej wystawili Pawłowi Adamowiczowi „akt zgonu” za jego działalność na rzecz równości i różnorodności. Rządu, za którego przyzwoleniem i błogosławieństwem przez stolicę i inne miasta przechodzą wielotysięczne manifestacje ludzi, wykrzykujących swoją nienawiść, pogardę dla mniejszości. Ludzi noszących w rękach i na ustach hasło “Śmierć wrogom ojczyzny”. Słowo ciałem się stało.

Morderca przecież nie znał Prezydenta. Nie miał osobistego motywu. Zabił go za jego przynależność polityczną, co powiedział do mikrofonu w tej samej minucie, trzymając w uniesionej ręce zakrwawiony nóż. Polska dołączyła do krajów, w których za swoją działalność publiczną można stracić życie. 

Ważną częścią tej działalności Pawła Adamowicza było wsparcie dla ludzi LGBT+. Prezydent objął patronatem Trójmiejski Marsz Równości. Wiele ryzykował, stając z nami pod tęczową flagą. Krytykę ze strony konserwatywnej prawicy i kościoła, utratę poparcia części wyborców. Dlatego teraz, na placu Solidarności, i w wielu innych miastach w Polsce, tęcza stanęła po jego stronie. 

W bieżącym roku – roku wyborczym – minie 30 lat od wyborów 4 czerwca 1989 roku, które były końcem niedemokratycznego reżimu komunistycznego, przypomniał na zakończenie pogrzebu Piotr Adamowicz, brat Prezydenta, który wprowadzał go w działalność opozycyjną w czasach komunizmu. – Dziękuję za tą aktywność obywatelską w ostatnich dniach i proszę o aktywność obywatelską w tym ważnym roku dla naszego kraju – apelował.

W czasie tych straszliwych dni internet i media huczały burzą, w której najgłośniejsze były apele o ciszę. O milczenie. Ja nie będę milczeć. Cisza wobec zła jest wspieraniem go. Pieśni o ciszy słuchaliśmy na wiecach, na których układaliśmy znicze w serce.

„Fools” said I, „You do not know
Silence, like a cancer, grows
But my words, like silent raindrops fell…
And echoed in the wells of silence

Głupcy, wołałem, to jest tak
że cisza rośnie niczym rak…
lecz me słowa spadły niczym cichy deszcz…
Ich echo
brzmiało w studniach ciszy.


Monika

Monika "Pacyfka" Tichy